poznawać, smakować, czuć... nigdy się nie zatrzymać.
Blog > Komentarze do wpisu
Kulturą przez granice



z cyklu "ŚLADAMI EGZOTYCZNEGO ŻUBRA"


 W końcu, udało się! Znowu tu jestem. Już minęliśmy mannowskie "Suwały", już wjeżdżamy pomiędzy wygładzone pochyłości łąk, obsypanych głazami, jak kruszynami z gigantycznej garści. Już czuć Polskę dziką, nieokiełznaną, niepoddającą się trendom i tendencjom. Charakterną, chłopską zapalczywość, poukrywaną gdzieś w zagrodach i na tyłach domów, w kuchniach, za zapachami kartaczy, cepelinów i kiszek. Tą zapalczywość, która przyczyniała się pewnie do wielu problemów w przeszłości, ale która sprawia, że Suwalszczyzna jest dziś ciągle tym czym jest. Już mijamy sklepy spożywcze z nieodzowną ławką przed wejściem, na którą kiedy usiąść, czuć od razu jak ulatnia się spod czaszki i znika swąd atmosfery wiecznych zobowiązań życia wielkiego miasta. Jak zastępowany jest przez lekkość kwestii drobnych i nieskomplikowanych, ale koniec końców - dużo ważniejszych. Już wyskakują spomiędzy pagórków, jak niespodzianki, lustrzane, owalne powierzchnie. Już znowu wiadomo, że tu prowincjonalność nie zdoła znużyć. Że ciężko będzie potem uciec jej inspiracji...

Tajnymi przejściami wodnymi

Hańcza wije się, cała zanurzona w zieloności, przeważnie gdzieś dużo poniżej poziomu korzeni drzew. Przez większość czasu spływamy z jej nurtem, mając po obu stronach piętrzące się skarpy. Splątane konary, kłaniają się rzece, zamykając ją w maskujący tunel, którym niepostrzeżenie, prawie jak podziemnym kanałem, przemykamy bezszelestnie, niedostrzegalni nawet z lotu ptaka. Rzeka w jakiś magiczny sposób tworzy poczucie chwilowego oderwania od całego świata i wszystkiego co z nim związane. Z chwilą, kiedy odpycham się stopą od piaszczystego dna i wskakuję w kajak, jest już tylko ona, jej nurt, jego niespieszny, ale niepowstrzymany bieg.

Jak zostać Kamedułą bez wyrzeczeń?

Szeroki pas lasu, który dzielą pomiędzy siebie północna Białoruś i południowa Litwa, a który rozpoczyna się prawie zaraz za Wilnem, ciągnie się jeszcze spory kawałek w granicach Polski. Kończy się dopiero pod Augustowem. Na jego północnych krańcach, rozlewa się w fantazyjne kształty jezioro Wigry. Na tym chyba najbardziej fantazyjnym, powstałym przez połączenie wyspy na jeziorze groblą z lądem, przycupnęło niegdyś opactwo Kamedułów, mnichów, żyjących wedle wielu surowych zasad ascezy.

Klasztor, zrekonstruowany wraz z przyległymi kościołowi eremami, czyli domkami zamieszkiwanymi niegdyś przez mnichów, można nie tylko zwiedzać. Ośrodek wypoczynkowym który tutaj działa, pozwoli chętnemu na zajęcie jednego z eremów i zakosztowanie klimatu klasztornego życia. Z jednym wyjątkiem - ewentualna asceza dobrowolna. 

Synkopa za synagogą.

Mnie już mocno śpieszy się do Sejn. Miasteczko, które z reguły mija się w przelocie, śpiesząc na Litwę, dzisiaj pozwoli nam zajrzeć dużo bardziej wgłąb siebie. Kilka lat temu zacząłem orientować się, że za pozorną sennością tutejszych kilku uliczek, kryje się tu coś więcej. Nie byłem jednak w stanie sprecyzować co.
I właśnie teraz mijamy niedający się przeoczyć, jaśniejący nieomal blaskiem, budynek Synagogi Białej, świątyni o losach równie intensywnych co frapujących, przechodzącej z rąk do rąk, zmieniającej funkcje, burzonej, plądrowanej i odbudowywanej, i zagłębiamy się w czeluść niepozornego korytarzyka budynku stojącego bezpośrednio za bożnicą. Stąd wchodzimy w drzwi po lewej i usta otwierają się ze zdumienia. W tym sześciotysięcznym miasteczku, na zapomnianym - pozornie - pograniczu, wita nas klimatyczne wnętrze jak najbardziej rasowego klubu muzycznego, w wydaniu godnym jakiejś dużej metropolii, z dawien dawna żyjącej sentymentami do synkopowanych taktów. Wnętrze tak mocno tchnące kreatywnością, inspiracją i autentycznością, że z miejsca powstaje mi w głowie wrażenie następujące: to klub, który powstał w sposób tak naturalny, jak to tylko można sobie wyobrazić - powołany do życia wspólnotą artystycznych talentów tutejszych muzyków. W malutkich Sejnach udało się zrobić coś, co w niejednym wielkim mieście próbuje się robić sztucznie, bo na odwrót. Inaczej niż w jakże wielu miejscach, gdzie w pocie czoła tworzy się wnętrza z klimatem, który w założeniu przyciągać ma fanów określonego typu muzyki, tu muzyka sama stworzyła swoją naturalną przestrzeń, w której się rozwija.



Pogranicze się dogaduje.

Emocje narastają stopniowo, miarę jak do rozpoczętej przez jeden instrument melodii, przyłączają się kolejne. Trąbka, saksofon, klarnet, trzy puzony. Dźwięki wibrujące na wysokich częstotliwościach łączą się na chwilę w obezwładniającej kakofonii, by za chwilę utworzyć ten wyraźny, przytupywany rytm, znany z klezmerskiej tradycji i genezy muzyki kultu świątynnego, ewoluującej w kierunku rozrywki. Tak w Sejneńskiej Spółdzielni Jazzowej witają nas członkowie Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego, bandu funkcjonującego w ramach ośrodka "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów".

Zasięg działania ośrodka uzmysławiamy sobie powoli, w miarę roztaczania przez naszych gospodarzy opowieści. Działalność artystyczna, edukacja, animacja kultury, wspieranie dialogu pomiędzy przedstawicielami kultur tak odległych jak słowiańska, żydowska czy kaukaska, wspomaganie lokalnych inicjatyw kulturalnych, łączenie dawnej kultury z nowoczesną formą artystycznego wyrazu. Teatr, orkiestra, księgarnia, pracownia filmowa, plastyczna. Dwór Czesława Miłosza w Krasnogrudzie i istniejące tam Międzynarodowe Centrum Dialogu. Sejny stworzyły kreatywności lokalnego społeczeństwa możliwości, jakich pozazdrościć może im większość polskich gmin.

 

 Nie chce się wyjeżdżać z Sejn. Ale przecież to dopiero początek. Przed nami cała Suwalszczyzna...

 

poniedziałek, 15 sierpnia 2011, gregciosk

Polecane wpisy

Komentarze
2011/08/16 08:25:58
I to jest piękne! Kiedy moje nastoletnie dziecko narzekało na nudę w Ostródzie, tłumaczyłam mu, że nuda jest w nas, a nie w miejscu gdzie żyjemy. To co tu opisałeś dowodzi mojej teorii. Ludzie wyjeżdżają na odludzie i tworzą tam różne cuda, mając wspaniałe i bogate życie wewnętrzne, natomiast inni, majacy kulturę na wyciągnięcie ręki znają ją tylko ze słyszenia. Wielkie brawa dla mieszkańców Sejn, niech im się darzy!